Od początku…

Jest piątek 4 stycznia 2013 roku. Późny zimowy wieczór. Po długiej podróży z kilkoma przesiadkami mój samolot wylądował na lotnisku w Trondheim. I tak się zaczęło… chociaż nie… właściwie zaczęło się dużo wcześniej bo jakiś rok wcześniej w Polsce. Jedna spontaniczna decyzja podjęta w ostatniej chwili doprowadziła mnie do miejsca i momentu w życiu, w którym teraz jestem.

Ok, ale od początku…

Pewnego dnia postanowiłam zrobić coś co wcześniej było tylko moim marzeniem i z zazdrością podziwiałam osoby, które zdecydowały się na wyjazd zagraniczny w ramach praktyk/staży/wolontariatów. Pomyślałam sobie „dlaczego nie ja?” „co mi stoi na przeszkodzie żeby wyjechać?”. Odpowiedź na to drugie pytanie była kluczowa. Otóż już nic nie stało mi na przeszkodzie. Wcześniej byłam szczęśliwą kobietą-jak mi się wtedy wydawało- w udanym związku z planami na przyszłość. Ale życie płata figle. Tak więc pewnego dnia zostałam kobietą nieszczęśliwą i bez planów na przyszłość. Ale jednocześnie kobietą wolną z nieograniczonymi możliwościami działania;). I pewnego dnia tuż przed terminem składania wniosków na praktyki zagraniczne w ramach programu Comenius, usiadłam i wypełniłam kwestionariusz. Rubrykę preferowany kraj zostawiłam pustą. Miało to zwiększyć szanse na wyjazd, ale dla mnie było to oddanie spraw losowi. Załatwiłam niezbędne dokumenty i pobiegłam na pocztę żeby wszystko wysłać. Na nic nie liczyłam. Powiedziałam sobie „będzie co ma być”. W maju dostałam list. Bałam się otworzyć bo wiedziałam, że ważą się moje losy. I co? Psikus! Wylądowałam na liście rezerwowej co oznaczało „nigdzie nie jedziesz” więc szybko pogodziłam się z decyzją i zajęłam się swoimi sprawami. A było tego sporo. Dwa kierunki studiów, praca, pisanie pracy magisterskiej, nadchodząca sesja, intensywne plany na wakacje itp. Zdążyłam już całkiem zapomnieć o Comeniusie gdy pod koniec czerwca dostałam maila…

…a w mailu pytanie czy nadal jestem zainteresowana wyjazdem na praktykę, ponieważ zwolniło się jedno miejsce w Norwegii. Nie miałam dużo czasu do namysłu bo trzeba było się zdecydować od razu. Nie wahałam się ani minuty. I tak oto ruszyły przygotowania do wyjazdu. To była dobra mobilizacja do pisania pracy magisterskiej bo chciałam się obronić przed wyjazdem. Do końca roku musiałam uporządkować sprawy bieżące bo od nowego roku miało się zacząć całkiem nowe życie w kompletnie nowej rzeczywistości. Wstępnie miała to być półroczna zagraniczna przygoda. Ta przygoda trwa już 3 lata i w ciągu tego czasu trochę się wydarzyło.

O tym czego się tu nauczyłam, czego doświadczyłam i co przeżyłam będę od czasu do czasu pisać. Jeśli też mieszkacie w Norwegii zachęcam do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami na temat tego kraju. Jeśli mieszkacie w innych krajach chętnie dowiem się o waszych emigracyjnych doświadczeniach;)